Reformy oferty kulturalnej w regionie
Czego polskie miasta mogą nauczyć się od Brandenburgii?
Adam Fularz
Czy małe miasto może mieć ofertę operową, musicalową i baletową na poziomie dużej metropolii? W Niemczech – tak. W Polsce – wciąż rzadko. Różnica nie wynika z bogactwa społeczeństwa, lecz z przyjętego modelu organizacji kultury.
Przykład kraju związkowego Brandenburgia pokazuje, że kluczowa jest nie ideologia, lecz ekonomia – i odwaga do zmiany struktury instytucji.
Frankfurt nad Odrą: od teatru etatowego do centrum impresaryjnego
Frankfurt nad Odrą, 65-tysięczne miasto tuż przy granicy z Polską, przeszedł w ostatnich dwóch dekadach głęboką reformę modelu funkcjonowania teatru. Zlikwidowano stałą, klasyczną trupę dramatyczną w dotychczasowej formule i wybudowano od podstaw nowoczesne Kleist Forum – wielofunkcyjne centrum kultury z salą przystosowaną do oper, musicali, baletu i dużych produkcji scenicznych.
Inwestycja kosztowała około 75 mln euro (w znacznej części ze środków publicznych i unijnych). Efekt? Miasto oferuje kilka produkcji operowych i musicalowych miesięcznie – w repertuarze pojawiają się zarówno zespoły z Berlina, jak i teatry z innych landów.
Jeszcze kilkanaście lat temu mieszkańcy mieli do dyspozycji głównie przedstawienia własnego zespołu dramatycznego. Dziś oferta jest wieloprofilowa i międzynarodowa.
Fundamentem tej zmiany była ekonomia skali i model impresaryjny.
Dlaczego w małych miastach Niemiec gra się opery?
W Brandenburgii – podobnie jak w wielu landach RFN – rozdzielono dwie funkcje:
-
Zarządzanie infrastrukturą i programem impresaryjnym,
-
Produkcję artystyczną (zespoły, orkiestry, chóry).
W praktyce oznacza to, że:
-
budynek teatru nie musi utrzymywać na etatach pełnego zespołu operowego,
-
może zapraszać produkcje z innych miast,
-
lokalne zespoły występują w całym regionie, a nie wyłącznie „u siebie”.
Teatry w Schwedt (ok. 30–35 tys. mieszkańców), Cottbus czy Poczdamie produkują spektakle, które następnie objeżdżają region. Koszty rozkładają się na wiele ośrodków, a publiczność w małych miastach ma dostęp do repertuaru, który w Polsce jest domeną wyłącznie metropolii.
To właśnie korzyści skali – elementarna zasada ekonomii – pozwalają utrzymywać ambitną ofertę w niewielkich ośrodkach.
Polska: model teatru-monopolu
W Polsce wciąż dominuje model, w którym:
-
teatr posiada stały zespół etatowy,
-
gra przez wiele tygodni te same tytuły,
-
funkcjonuje w granicach jednego miasta,
-
jest uzależniony od subwencji lokalnej.
Efekt? W wielu miastach powyżej 50–100 tys. mieszkańców nie ma stałej oferty operowej ani musicalowej.
Przykład Zielonej Góry jest symboliczny. Przed II wojną światową funkcjonowała tam scena operowa działająca w modelu impresaryjnym. Po wojnie zanikła, mimo że miasto zwiększyło liczbę mieszkańców kilkukrotnie.
W innych miastach – jak Gubin czy Świdnica – dawne budynki operowe zostały zniszczone, przebudowane lub utraciły funkcje muzyczne. Infrastruktura, która mogłaby dziś przyciągać publiczność z całego regionu, została utracona.
Infrastruktura to podstawa
Opera wymaga odpowiedniej infrastruktury:
-
orkiestronu (kanału dla orkiestry),
-
odpowiedniej kubatury sceny,
-
systemów wyciągów i zaplecza technicznego.
Bez tego nie da się realizować produkcji muzycznych.
W Polsce pojawiają się jednak pozytywne przykłady. W Rzeszowie Teatr im. Wandy Siemaszkowej został przebudowany w kierunku funkcji operowej – powstał orkiestron, scena obrotowa, nowoczesne zaplecze. Inwestycja była współfinansowana ze środków unijnych.
Problem polega na tym, że modernizacje są punktowe, a nie systemowe.
Ile to kosztuje?
Wbrew obiegowym opiniom, teatr impresaryjny nie musi być ogromnym obciążeniem finansowym.
W mieście 70–100 tys. mieszkańców:
-
budżet rzędu 200–500 tys. zł rocznie pozwala sprowadzić kilkanaście produkcji operowych i musicalowych w sezonie,
-
przy budżecie kilku milionów złotych można zapewnić ofertę przekraczającą lokalny popyt i wspierać prywatnych producentów.
Dobrze zarządzany teatr impresaryjny może być przedsięwzięciem bliskim samofinansowania – zwłaszcza przy repertuarze o wysokiej frekwencji (musicale, operetki, produkcje familijne).
Mit o permanentnej nierentowności opery wynika często z błędów organizacyjnych, nie z natury gatunku.
Reforma regionalna, nie punktowa
Kluczowy wniosek z modelu brandenburskiego jest jeden: reformy muszą być regionalne, a nie lokalne.
Jeżeli:
-
produkcja z miasta A wystawiana jest w 8–10 innych miastach regionu,
-
koszty rozkładają się na wiele samorządów,
-
infrastruktura jest wspólna i dostępna dla różnych zespołów,
wówczas:
-
aktorzy mają więcej występów,
-
publiczność otrzymuje bogatszy repertuar,
-
pieniądze publiczne są wydawane efektywniej.
W Polsce często brakuje takiej koordynacji na poziomie województw.
Ryzyko reformy
Reforma nie może oznaczać likwidacji lokalnych środowisk artystycznych bez alternatywy.
Zespoły teatralne to kapitał społeczny i ludzki. Zmiana modelu powinna:
-
zapewnić mobilność i większy rynek pracy,
-
stworzyć regionalne sieci współpracy,
-
zagwarantować stabilne finansowanie przejściowe.
Inaczej reforma stanie się pretekstem do cięć budżetowych, a nie modernizacji.
Dlaczego to ważne?
Mniejsze miasta w Polsce tracą młodych mieszkańców. Emigracja do metropolii – krajowych i zagranicznych – jest faktem. Jednym z czynników przyciągających młodych są:
-
różnorodność oferty kulturalnej,
-
wysoka jakość infrastruktury,
-
regularność wydarzeń.
Miasto bez ambicji kulturalnych staje się jedynie sypialnią lub punktem administracyjnym.
Brandenburgia pokazuje, że nawet 30-tysięczne miasto może oferować operę. Polska – przy podobnej skali ludności i często wyższej dynamice wzrostu – wciąż traktuje to jako luksus zarezerwowany dla Warszawy, Krakowa czy Poznania.
Wniosek
Reforma oferty kulturalnej w regionach wymaga:
-
Modernizacji infrastruktury do standardu operowego i musicalowego.
-
Rozdzielenia funkcji produkcji i impresariatu.
-
Współpracy regionalnej zamiast lokalnych monopoli.
-
Oparcia decyzji na analizie ekonomicznej, a nie sentymencie instytucjonalnym.
Alternatywą jest dalsze utrzymywanie teatru-monopolu: jednej sceny, jednego zespołu, ograniczonego repertuaru i malejącej widowni.
Brandenburgia wybrała model mobilny i sieciowy. Polska w wielu miejscach wciąż tkwi w modelu etatowym z połowy XX wieku.
Pytanie brzmi: czy stać nas na dalszy marazm – czy raczej na odważną, ekonomicznie uzasadnioną reformę?
opr. A. Fularz, przepisane przez czatGPT


Komentarze
Prześlij komentarz
Muszę teraz sprawdzić ten komentarz pod względem spamu. Redakcja.